Wpis pierwotnie ukazał się na moim profilu na portalu Wykop.pl

Mnóstwo osób kłóci się o to, czy na granicy koczują uchodźcy, czy może imigranci, czy pomagać albo przyjąć, czy może przegonić/strzelać/wysłać na przejście graniczne. Tymczasem mało kto widzi, że jest pionkiem w (nieświadomej) grze wschodnich służb. O co w tym chodzi?

Myślę, że wszyscy* zgodzimy się co do modus operand i wschodnich służb względem Zachodu. Przez “wschodnie” rozumiem tutaj nie tylko rosyjskie, ale też białoruskie (na mniejszą skalę) i chińskie (bardziej niejawnie).

Ich sposób działania opiera się na wywoływaniu wewnętrznych kryzysów, kłótni i niszczeniem jedności poprzez doprowadzanie do kryzysowych sytuacji (a przynajmniej wywoływaniu wrażeniu, że to kwestia życia i śmierci naszego zachodniego świata) i liczenie, że lud wymusi na rządzie niedemokratyczne lub wątpliwe prawnie i etycznie działanie.

Co to ma na celu?

Cele są dwa:

Cel pierwszy

1. Zdobyć materiały na użytek wewnętrznej propagandy. Propagandy, która w zależności od potrzeby ma albo budować syndrom oblężonej twierdzy, albo pokazywać Zachód w złym świetle. Te cele dotyczą głównie Rosji, która nie chce bawić się w przekonywanie ludu, że Rosja jest najlepsza na świecie.

Tutaj aparat rosyjskiego państwa nauczył się na błędach swego poprzednika – Związku Radzieckiego. Wiedzą, a przynajmniej czują, że takie coś prowadzi do śmieszności. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by wtłoczyć obywatelom inną myśl. Mianowicie, niech myślą “może ta moja Rosja nie jest super miejscem, ale zdecydowanie lepszym, niż Zachód!”. Co zabawne, podobne myślenie widać czasem u Polaków czy mieszkańców Zachodu, tylko oni myślą “może ta Rosja nie jest super miejscem, ale zdecydowanie lepszym niż moja Polska/mój Zachód!”.

To sprawia, że ludzie nie będą się aż tak buntować. A nawet, jeśli komuś przyjdzie do głowy, by chcieć coś zmienić w kraju to można go łatwo ukrócić pytaniem: no dobra, ale gdzie masz lepiej? I pustka. Albo nie będzie w stanie wskazać bardziej demokratycznego i lepszego do życia kraju, albo jeśli wskaże (i będzie miał rację) to niekoniecznie równie łatwo przekona swych krajan. Rozumiecie? Podobny mechanizm występuje często podczas rozmów o tematyce polityczno-gospodarczo-społecznej. Spróbuję to wyjaśnić przez analogię w następnym akapicie tym, którzy nie zrozumieli, a reszta czyta dalej:

Równie dobrze moglibyście być ludem pierwotnym, gdzie nie wiecie jak zdobyć ogień. Wpadacie na pomysł, żeby wykorzystać krzesiwo i próbuje rozpalić ognisko, ale nie udaje się nikomu z plemienia, więc uznajecie, że to nie działa. Gdy ktoś ponownie zaproponuje użycie krzesiwa to pada pytanie: a gdzie to działa? I pustka. Ale nikt nie pomyślał, że np. to była wina mokrego drewna ( ͡€ ͜ʖ ͡€) Oczywiście to brzmi z naszej perspektywy śmiesznie, jak jedna z tych “głębokich” historyjek, ale wiecie – jak można stwierdzić, że X nie działa, skoro nie przebadało się przyczyny dla której nie działa? Powiedziałbym, że to jedna z podstaw naukowego podejścia.

Oczywiście metoda ta nie jest nowa, choć od około 8 lat widzimy, że jest znacząco częściej wykorzystywana. Między innymi dlatego Rosjanom zależy na tym, by przedstawić USA jako państwo upadłej demokracji (patrz: awantura na Kapitolu czy oskarżenia o sfałszowanie wyborów – w ten sposób Trump, świadomie bądź nie, grał na korzyść Rosjan) czy jako agresora o imperialnych ambicjach. To wszystko pozwala Putinowi – przynajmniej w oczach jego administracji – atakować inne państwa, fałszować wybory, mordować opozycjonistów itp., bo “przecież Zachód to samo robi, tylko udaje, że nie”. Ba, nawet śmierć Epsteina jest na korzyść Rosji.

Wiem, jak łatwo ludzie dokonują nadinterpretacji, więc muszę w tym miejscu podkreślić jedną ważną rzecz: nie oskarżam tutaj nikogo o bycie agentem Rosji ani nie sugeruję, że Putin stoi za wszystkim jak Polski Związek Wędkarski. Po prostu to są rzeczy/wydarzenia na korzyść Rosji i innych autorytarnych reżimów, nawet jeśli nie miały na to wpływu. Równie dobrze mogę powiedzieć, że decyzja X firmy Nike jest na korzyść firmy Adidas – to nie znaczy, że jakiś wicedyrektor to szpion Adidasa. Rozumiemy się, tak?

Cel drugi

2. Drugim celem jest oczywiście skłócenie społeczeństw i państw, co prowadzi do wewnętrznej polaryzacji/radykalizacji i odwrócenie uwagi od tematów o większym znaczeniu. To w dłuższej perspektywie prowadzi też do celu pierwszego – większa polaryzacja oznacza poczucie strachu/wrażenie, że nasze życie się zawali, więc szukamy kogoś, kto obieca nam naprawę tego tu i teraz, kto obieca nam bezpieczeństwo. Szukamy “ojca narodu”, kogoś o “silnej ręce”.

Zróbcie rachunek sumienia i zadajcie sobie pytanie: ile razy pomyślałem/pomyślałam, że ktoś powinien z tym zrobić porządek? Albo “demokracja demokracją, ale zwolenników Y to bym zamknął”? W 2015 wiele osób kierowało się tzw. bólem dupy swych przeciwników ideologicznych, za wszelką cenę.

W każdym razie, z tego powodu kierujemy się w stronę ugrupowań autorytarnych, które obiecują nam przywrócenie porządku za małą cenę wolności. A że bardziej zależy nam na bezpieczeństwie i świętym spokoju… W ten sposób dajemy reżimom amunicję do ręki.

No dobra, ale w jaki sposób ja, awanturnik z portalu wypok.pl, gram na korzyść Rosji? Hę?
Dziękuję, że pytasz. W bardzo prosty sposób. Przedłużając ekspozycję danego tematu w przestrzeni publicznej. Oczywiście, winni są też szeregowi politycy i tradycyjne media, ale powiedziałbym, że to zamknięte koło. Gdyby ludzie się nie emocjonowali tym tematem, to by media o tym nie mówiły i politycy by się tym nie interesowali, a gdyby media tradycyjne oraz politycy nie zajmowaliby się tym, to ludzie w Internecie też by o tym nie mówili.

Obawiam się, że ciężko będzie odsunąć uwagę społeczeństwa od takiego tematu. Wydaje mi się, że jedyne co można zrobić to zwiększyć wartość ich zainteresowania. Czyli zamiast krzyczeć “ugabuga islamizujom nas” czy “ugabuga pis robi auschwitz” to należy podkreślać inne kwestie, np. jak sytuacja wygląda w świetle prawa międzynarodowego, skąd ci ludzie się wzięli, jaka jest sytuacja w ich krajach, jak się zachowują Strażnicy i żołnierze, co można z tym zrobić, jakie będą konsekwencje tego i tamtego. W ten sposób tak naprawdę rozbrajamy pułapkę, w jaką pchają nas białoruskie (i pewnie rosyjskie) służby.

A co może zrobić Polska jako państwo?

Wydaje mi się, że jest między młotem a kowadłem. Jeśli przyjmie tych ludzi to Łukaszenka może pomyśleć dwie różne rzeczy:
1. “OK, to ładujemy im więcej, w końcu pękną i przestaną” – to będzie jak ze smokiem i Dratewką. Będziemy karmieni tymi ludźmi, aż nawet najbardziej wyrozumiali będa mieli dość i wahadło pójdzie w drugą stronę, tę bardziej wrogą.
2. “Cholera, to nie działa…” – no tutaj jesteśmy wygrani, ale wydaje mi się to mało prawdopodobne.

A jeśli nie przyjmie? To Łukaszenka ma materiał propagandowy, by pokazać, że Polska nie jest tak demokratycznym, pomagającym itp. społeczeństwem. Ba, może robić z Polski państwo nazistowskie (z Euromajdanu się udało to i z tego się uda). I może ich wysyłać więcej. Albo i nie.

Obawiam się, że problem w Polsce nie leży w tym, kto ma rację. Wydaje mi się, że obecna ekipa rządząca, jak i reszta uczestników debaty publicznej, generalnie nie przejmuje się tym, kto ma rację, tylko patrzy na własne poglądy i emocje oraz na emocje społeczeństwa. Jednocześnie brakuje odpowiedzialności i jedności wśród klasy politycznej. Bo z tej sytuacji są wyjścia, które może nie są idealne, ale mają jakiś sens, niezależnie od wybranej drogi. Można:

1. Przyjąć tych ludzi i powiedzieć: ci biedni ludzie padli ofiarą wschodniej operacji wywiadowczej wymierzonej w Polskę i całą Unię, więc pomożemy tej grupie, ale tylko jej. Jednocześnie zwiększymy pomoc humanitarną w krajach dotkniętych kryzysami, rozpoczniemy namawianie naszych sojuszników do tego samego oraz apelujemy wszystkich szukających azylu do zgłaszanie sie do polskich i unijnych placówek dyplomatycznych.

2. Nie przyjmować i powiedzieć: ci biedni ludzie padli ofiarą wschodniej operacji wywiadowczej wymierzonej w Polskę i całą Unię, za zdrowie i bezpieczeństwo tych ludzi odpowiedzialny jest Łukaszenko, który chciał wykorzystać niewinne osoby do swych rozgrywek politycznych. + ew. kwestia zwiększonej pomocy humanitarnej itp.

Oczywiście nie wystarczy wyjśc na mównicę, powiedzieć te trzy zdania i uznać temat za zamknięty. Chodzi tutaj o narrację, jaką – według mnie – należałoby przyjąć, żeby wyjść z tego z twarzą i w miarę sprawnie zażegnać konflikt społeczny.

*nie dotyczy płatnych trolli